Czas czytania: 8 minut
Pod koniec września polskie media ogłosiły, że co trzecie dziecko z otyłością podjada późnym wieczorem, i zrobiły z tego przyczynę choroby. Badanie, na które się powołały, niczego takiego nie wykazało.
Więc czym różni się związek od przyczyny, dlaczego dzieci sięgają po jedzenie wieczorem i co takie nagłówki sugerują rodzicom? Na pewno nie przyczyniają się do walki z otyłością.
Na początek jesieni w kilku polskich serwisach o zdrowiu ukazały się teksty o badaniu krakowskich naukowców i ekspertek Polskiego Towarzystwa Otyłości Dziecięcej. Nagłówki brzmiały „Skąd ta otyłość? Co trzecie dziecko z otyłością podjadało późnym wieczorem” oraz „Polacy przebadali dzieci. Mówią o przyczynach otyłości”.
Kto zatrzyma się na nagłówku, a tak czyta większość z nas, wyniesie z tego jeden wniosek: dziecko podjada wieczorem i dlatego ma nadwagę. Badanie niczego takiego jednak nie wykazało. Pokazało pewne zależności, a autorzy komunikatu zaznaczyli wprost, że nie pozwala on stwierdzić, iż późne podjadanie spowodowało stwierdzone nieprawidłowości.
Piszę o tym jako dziennikarka z ponad dziesięcioletnim doświadczeniem, ale też jako psychodietetyczka i doradczyni żywieniowa. Nie umiem przejść obok tego obojętnie. Otyłość jest chorobą, a taki nagłówek uderza w dzieci, które się z nią mierzą, i w ich rodziców.
Zamiast cokolwiek wyjaśnić, wskazuje winnego, którego tam nie ma.
Krakowscy badacze przyjrzeli się danym 286 dzieci z nadwagą i nastolatków leczonych z powodu otyłości, a następnie zestawili ich nawyki żywieniowe z wynikami badań metabolicznych.
Prawie jedna trzecia pacjentów jadła późnym wieczorem, czterech na dziesięciu nie miało stałych pór posiłków, a jeszcze więcej codziennie piło słodzone napoje. U dzieci podjadających wieczorem częściej wychodziły nieprawidłowe wyniki cukru i insuliny [1], co mogłoby wskazywać na większe ryzyko wystąpienia cukrzycy wśród dzieci.
Tyle mówią dane. W komunikacie towarzystwa naukowego było jeszcze jedno zdanie, które do nagłówków już nie trafiło: badanie nie pozwala stwierdzić, że późne podjadanie spowodowało te nieprawidłowości [1].
Większość tego, co czytasz o diecie, pochodzi z badań obserwacyjnych. Ktoś opisuje, co ludzie jedzą, mierzy im jakiś wskaźnik we krwi i sprawdza, czy jedno idzie w parze z drugim. To dobry sposób na stawianie hipotez o BMI i słaby na rozstrzyganie, co z czego wynika.
Dziecko, które ma nadwagę lub choruje na otyłość od kilku lat, ma zwykle za sobą próby odchudzania. Jeśli przez cały dzień je mniej, niż potrzebuje, wieczorem robi się głodne i sięga po to, co ma pod ręką. Wieczorne jedzenie może być wtedy skutkiem choroby i prób jej leczenia, a nie jej początkiem.
Bywa, że rodzic pracuje zmianowo, że nikt nie ma czasu ugotować obiadu, że w domu jest ciasno i nerwowo. Taka sytuacja odbija się i na porach jedzenia, i na nadmiernej masie ciała dziecka. Widać wtedy związek między jednym a drugim, choć oba mają źródło gdzie indziej.
Co jeszcze jest ważne, w badaniu brali udział pacjenci ośrodka leczenia otyłości, czyli dzieci, które już chorują i trafiły pod opiekę specjalistów. O dzieciach w wieku szkolnym spoza takiego ośrodka to badanie nie mówi nic.
Dlatego w uczciwym opisie badania obserwacyjnego pojawia się zwrot „wiąże się z”. To nie jest symbol pokazowej ostrożności ani specjalna asekuracja badaczy, tylko bardzo ważna informacja o tym, że nie udowodniono zależności przyczynowo-skutkowej. Natomiast dziennikarze w pogoni za klikami stwierdzili, że pójdą na skróty i sami rozstrzygnęli, co i z czego wynika.
Tyle że błędnie...
Jeśli ten tekst był dla Ciebie pomocny, dołącz do mojego newslettera. Na start otrzymasz bezpłatny Ebook, w którym pokazuję, jak niedobory witamin i minerałów mogą objawiać się m.in. poprzez wygląd skóry, włosów i paznokci.
Prosto, rzeczowo i od razu do wykorzystania w praktyce.
Wieczorne jedzenie samo w sobie nie jest ani chorobą, ani wadą charakteru, tylko zachowaniem, które ma swoje źródła, którym warto się przyjrzeć bliżej.
Najczęstszy powód jest prozaiczny. Dziecko, które wychodzi do szkoły bez śniadania, pomija szkolny obiad i wraca do domu po siedemnastej, musi gdzieś odzyskać to, czego nie zjadło. Organizm nie prowadzi księgowości według zegara i upomni się o swoje wtedy, kiedy dostanie okazję.
Drugiego powodu nie widać przy stole, a to wynikowa zdrowia psychicznego. Jedzenie najzwyczajniej uspokaja. Dla dziecka, które ma za sobą dzień pełen napięcia, kłótnię z rówieśnikami albo lęk przed klasówką, talerz może być jedyną rzeczą, która przynosi natychmiastową ulgę. Dorosły w takiej sytuacji dzwoni do kogoś, idzie pobiegać albo odkłada temat na terapię. Dziecko ma znacznie krótszą listę.
Trzeci powód to sam wieczór. Bywa jedyną porą dnia, kiedy nikt niczego nie wymaga, a jeśli dochodzi do tego późne zasypianie i ekran w ręku, pory posiłków przesuwają się same.
Jest wreszcie grupa powodów, o których w kontekście otyłości dzieci mówi się rzadko, bo wymagają rozpoznania.
Zespół jedzenia nocnego polega na tym, że człowiek je w nocy regularnie i nie potrafi zasnąć, dopóki czegoś nie zje. Często towarzyszy temu jedzenie znikomych ilości w ciągu dnia oraz obniżony nastrój [2].
Zaburzenie z napadami objadania się, w klasyfikacjach ICD-11 i DSM-5 to konkretna jednostka chorobowa i wygląda trochę inaczej.
To o nawracające epizody, w czasie których zjada się znacznie więcej niż zwykle i traci kontrolę nad tym, kiedy przestać. Dzieje się to przeważnie w samotności, a potem przychodzi wstyd i obrzydzenie wobec siebie. Po napadzie nie pojawiają się wymioty ani inne sposoby na „odrobienie” zjedzonego, co odróżnia je od bulimii [3]. To zaburzenie współistnieje z otyłością u młodych osób częściej niż którekolwiek inne, a wśród czynników, które mu sprzyjają, wymienia się doświadczenie wyśmiewania i dyskryminacji z powodu masy ciała [4].
Bardzo częsta sytuacja u dzieci otyłych, prawda?
Po czym poznać, że to już nie jest zwykłe podjadanie? Kilka sygnałów rodzic zauważy bez żadnych narzędzi:
Żadne z nich nie oznacza automatycznie rozpoznania, ale każdy jest powodem, żeby umówić się do specjalisty, zamiast wprowadzać w domu dietę.
I to jest sedno.
Zaburzeń odżywiania, ani otyłości wśród dzieci nie leczy się samodzielnie ani w czterech ścianach kuchni. Nie są kwestią słabej dyscypliny w rodzinie albo złego wychowania dziecka. Pracuje nad nimi zespół: lekarz, dietetyk lub psychodietetyk i psychoterapeuta.
Po stronie żywieniowej punktem wyjścia jest regularność posiłków, ich bilansowanie i rezygnacja z restrykcji.
Po stronie psychologicznej liczy się zrozumienie, do czego dziecku służy jedzenie, kiedy emocje robią się za duże.
W walce o zdrowie patrzy się kompleksowo: na spędzanie wolnego czasu, czynniki genetyczne oraz całościowo na życie dziecka.
Amerykańska Akademia Pediatrii wspólnie z The Obesity Society poświęciła tematowi piętnowania osobne stanowisko. Piętnowanie z powodu masy ciała bywa tolerowane, bo zakłada się, że wstyd zmotywuje osobę otyłą do zmiany. Działa to jednak odwrotnie: sprzyja napadom objadania się, wycofaniu z kontaktów, unikaniu wizyt u lekarza, mniejszej aktywności fizycznej i dalszemu przybieraniu na wadze [4]. Komunikat, który szuka winnego, podtrzymuje więc to samo zachowanie, które wskazuje jako przyczynę i przyczynia się do epidemii otyłości.
Międzynarodowe stanowisko konsensusowe z 2020 roku wymienia media wprost, obok uczelni, towarzystw naukowych i rządów, wśród adresatów rekomendacji dotyczących zmiany sposobu mówienia o otyłości [5].
W 2007 roku brytyjski rząd zlecił ekspertom narysowanie mapy przyczyn otyłości. Pracowało nad nią ponad trzysta osób, a na gotowym diagramie znalazło się ponad sto zmiennych i około trzystu powiązań: geny, sen, stres, mikrobiota jelit, ceny żywności, sposób poruszania się po mieście, projektowanie osiedli [6].
Choroba o tylu źródłach to poważny problem dla zdrowia publicznego i wymaga odpowiedzi systemowej: dostępnych poradni leczenia otyłości dziecięcej, zespołów, w których lekarz, dietetyk i psycholog pracują razem, sensownych posiłków w szkole, czasu i pieniędzy po stronie rodziny. Nieregularne posiłki i słodzone napoje też są częścią tego obrazu i warto o nich mówić głośno. Komunikat „jesteś otyły, bo podjadasz wieczorem” nie zastąpi jednak żadnej z tych rzeczy, a przy okazji przesuwa całą odpowiedzialność do kuchni i na rodzica.
Rodzic, który przeczyta taki nagłówek po całym dniu pracy, powie wieczorem dokładnie to, co prasa mu podsunęła: „dlaczego znowu jesz”, „przecież wiesz, jak to się kończy”, „przestań”.
Takie zdania jednak nie zmieniają nawyków. Budują wstyd po jednej stronie, bezradność po drugiej, przy stole robi się nerwowo, a ryzyko nadwagi lub otyłości nie spada.
Jeśli jesteś rodzicem dziecka, które choruje na otyłość, pamiętaj, że nie musisz też radzić sobie z tym w pojedynkę, bo są poradnie i zespoły, które zajmują się dokładnie tą chorobą kompleksowo.
Dieta i codzienne nawyki mają znaczenie i warto o nie dbać, tylko nie są jedynym elementem układanki i same leczenia nie udźwigną.
Nie ma dowodu, że powoduje. Polskie badanie, o którym pisały media, pokazało, że dzieci leczone z powodu otyłości i jedzące późnym wieczorem częściej mają nieprawidłowe wyniki cukru i insuliny, ale jego autorzy wprost zaznaczyli, że nie pozwala ono stwierdzić, iż nadwaga i otyłość jest tego efektem [1]. Nadwaga u dzieci ma wiele przyczyn naraz i żadne pojedyncze zachowanie jej nie tłumaczy
Opisało nawyki żywieniowe 286 dzieci i nastolatków leczonych w ośrodku otyłości dziecięcej i zestawiło je z wynikami badań metabolicznych. Prawie jedna trzecia pacjentów jadła późnym wieczorem, czterech na dziesięciu nie miało stałych pór posiłków. Wynik opisuje współwystępowanie, a nie ciąg przyczynowy [1].
Bo w badaniu obserwacyjnym kolejność zdarzeń pozostaje nieznana. Zależność może biec w drugą stronę, może ją tworzyć trzeci czynnik w tle, na przykład sytuacja w domu, a sam wynik dotyczy wyłącznie tej grupy, którą zbadano. Zwrot „wiąże się z” jest informacją, że zależności przyczynowo-skutkowej nie udowodniono.
Najczęściej dlatego, że w ciągu dnia zjadło za mało. Dochodzi do tego jedzenie jako najszybszy sposób na rozładowanie napięcia po trudnym dniu oraz sam wieczór, który bywa jedyną porą bez obowiązków. Rzadziej za wieczornym jedzeniem stoi zaburzenie odżywiania, a wtedy potrzebne jest rozpoznanie postawione przez specjalistę.
Decyduje utrata kontroli nad jedzeniem, a nie pora, o której dziecko je. Niepokoić powinno jedzenie w ukryciu i chowanie opakowań, znikające z szafek zapasy, wstyd lub złość przy rozmowie o jedzeniu, unikanie posiłków w towarzystwie, wstawanie w nocy oraz zdania w rodzaju „nie dało się przestać”. Żaden z tych sygnałów nie stawia rozpoznania, każdy jest powodem, żeby umówić wizytę [3].
Zamiast wprowadzać dietę na własną rękę, warto umówić się do poradni leczenia otyłości dziecięcej. Chorobą tą zajmują się zespoły, w których pracują razem lekarz, dietetyk lub psychodietetyk i psychoterapeuta. Komentarze w rodzaju „dlaczego znowu jesz” nawyków nie zmieniają, a piętnowanie z powodu masy ciała sprzyja napadom objadania się i unikaniu wizyt u lekarza [4].
Pomagam zadbać o zdrowie przez mądre, oparte na faktach podejście do odżywiania — bez mitów, straszenia i niepotrzebnych zakazów. Sama mam Hashimoto, więc Twoją drogę rozumiem nie tylko z podręczników. Mam obsesję na punkcie jelit i nie zadowalam się odpowiedzią „taka uroda".
Prawidłową suplementacją
Tarczycą i Hashimoto
Jelitami — IBS, SIBO
Insulinoopornością
Zdrowiem kobiet i mężczyzn
Mądre, oparte na faktach podejście do odżywiania. Bez diet cud — metodą małych kroków.
Zacznijmy od jednej spokojnej rozmowy — bez mitów i straszenia.
Pracuję z
Nawigacja
© 2026 Hanna Health · Wszelkie prawa zastrzeżone